Syn byłego premiera Leszka Millera | fot. Twitter

Wstępne ustalenia wskazują na to, że Leszek M. popełnił samobójstwo – poinformował w poniedziałek PAP prokurator Łukasz Łapczyński z Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Ciało syna byłego premiera Leszka Millera zostało skierowane na sekcję zwłok.

– Ciało zostało znalezione wczoraj w godzinach przedpołudniowych w jednym z pomieszczeń domu, który zajmował. Na miejscu wykonano oględziny z udziałem techników policyjnych oraz prokuratora. Wstępne ustalenia poczynione w toku czynności oględzin wskazują na śmierć samobójczą – poinformował PAP rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie Łukasz Łapczyński.

W poniedziałek Prokuratura Rejonowa w Piasecznie wszczęła śledztwo w kierunku „doprowadzenia Leszka M. namową lub przez udzielenie pomocy do targnięcia się na własne życie”. Jak podkreślił Łapczyński jest to kwalifikacja robocza śledztwa przyjmowana w przypadku „tego typu zdarzeń”.

Jak dodał, ciało Leszka M. zostało przewiezione do Zakładu Medycyny Sądowej, gdzie zostanie przeprowadzona sekcja zwłok oraz zostanie pobrany materiał do badań toksykologicznych.

– Śledztwo jest na początkowym etapie – Z uwagi na powyższe, kierując się dobrem prowadzonego postępowania, Prokuratura nie informuje o szczegółach poczynionych na tym etapie ustaleń oraz szczegółach dotyczących czynności oględzin zwłok i miejsca ich ujawnienia. Nie przekazujemy również informacji dotyczących życia prywatnego zmarłego – podkreślił Łapczyński.

Leszek M. junior, syn byłego premiera Leszka Millera, miał 48 lat. Był absolwentem warszawskiej Szkoły Głównej Handlowej. Po ukończeniu studiów zajął się prowadzeniem interesów, współpracował m.in. z rajdowcem Sobiesławem Zasadą. Leszek M. junior pracował także w spółkach skarbu państwa.

Informację o jego śmierci podała na swoim profilu na Instagramie jego córka – Monika, która pod czarną grafiką napisała: „Przepraszam was wszystkich… Nie jestem w stanie teraz prowadzić swojego instagrama. Obiecuję, że wrócę, kiedy sobie z tym wszystkim poradzę”.

źródło: PAP

Przeczytaj również: