Oględziny | fot. Policja

Zwłoki mężczyzny leżały przez kilka godzin na podwórku w Zielonej Górze. Tłumy gapiów zbierających się wokół ciała przykrytego folią były dodatkową tragedią dla bezradnej rodziny. Co było powodem? Czekanie na kompetentną osobę, która stwierdziłaby zgon.

Wtorek, 6.30 ulica Matejki w Zielonej Górze. Zjawia się straż pożarna, zaraz za nimi policja. Wiszące ciało mężczyzny zostało zdjęte przez strażaków i przykryte folią. Będzie tam jeszcze leżeć kilka długich godzin.

Funkcjonariusze policji starają się zwołać lekarza, aby stwierdzić zgon. I tutaj pojawił się problem. Karetka nie przyjeżdża, aby stwierdzić zgon, bo oni zajmują się ratowaniem życia. Zgon może stwierdzić koroner, jednak Zielona Góra nie zatrudnia takiego lekarza, bo to dodatkowe koszty dla miasta. Pozostaje jeszcze lekarz rodzinny, jednak ten nie mógł pojawić się wcześniej i przyjechał dopiero przed… 12.00.

Dla rodziny mężczyzny to była prawdziwa tragedia. Cała sytuacja miała miejsce w centrum miasta, gdzie zjawiło się wiele gapiów. Ciekawscy ludzie podchodzili do miejsca zdarzenia, podczas gdy zrozpaczona rodzina mogła jedynie czekać.

– To było w centrum miasta, zebrali się ludzie, dlatego było to tak bulwersujące. Było zamieszanie, rodzina miała pretensje – mówi podinsp. Małgorzata Barska z Komendy Miejskiej Policji w Zielonej Górze.

Dlaczego policja nie mogła zająć się ciałem ewidentnie zmarłego mężczyzny? Przez procedury. Nie można dokonać oględzin, bez wcześniejszego stwierdzenia zgonu przez lekarza rodzinnego.

Czy zatem takie sytuacje będą się powtarzać? Rozwiązaniem sytuacji mogłoby być finansowanie koronerów przez NFZ, bo wiele z gmin nie stać na finansowanie takiej osoby. Jak przyznaje koroner ze Słupska Dr Golian, w większych miastach przydałyby się nawet większe zespoły, bo pracy jest sporo. To zawód, w którym trzeba być gotowym na wezwanie 24h na dobę.

Przeczytaj również: