Mimo, że dziś wieczorem minie 28 lat od pewnego podwójnego zabójstwa, dokonanego w Toruniu, to rocznica tego dnia przypada dopiero po raz siódmy. Do zbrodni bowiem doszło 29 lutego 1988 r. Dzisiejsze popołudnie jest więc idealną okazją, aby przypomnieć szczegóły tego zdarzenia.

Stawki to jedno z osiedli, położonych w lewobrzeżnej części Torunia. Przed wojną wchodziło w skład samodzielnego miasta Podgórz, które włączono do piernikowej stolicy w 1938 r. Dziś znajdują się tam głównie domy jednorodzinne, coraz rzadziej zwane już – zgodnie z peerelowską tradycją – willami. Właścicielem jednej z nich, położonej przy ul. Plebiscytowej, był czterdziesto…letni torunianin, Władysław Chojnacki. Pan Władek był personifikacją „prywatnej inicjatywy”, której komunistyczni decydenci starali się przeszkadzać na różne sposoby. Mimo tego interes Chojnackiego prosperował bardzo dobrze. Ogólny kryzys schyłku lat 80-tych ubiegłego wieku, przejawiający się również w branży odzieżowej powodował, że przedsiębiorstwo Chojnackiego, produkujące dżinsowe ubrania, nie miało większych problemów. Z tych względów nasz bohater, znudzony widocznie mieszkaniem w wielkiej płycie, rozpoczął budowę domu. Mimo, że dżinsowy biznes szedł świetnie, to jednak życie prywatne Władysława Chojnackiego nie było szczególnie udane. Kilka lat wcześniej rozwiódł się z żoną. Był jednak człowiekiem niesłychanie towarzyskim i uczynnym, często i chętnie brał udział w różnych spotkaniach, zwłaszcza w towarzystwie płci pięknej.

Jest luty 1988 r. Chojnacki mieszka już w willi przy ul. Plebiscytowej, jednak zaczyna odczuwać problemy finansowe. Być może jest to związane z finalizowaną już budową domu, koniecznością jego wyposażenia w niezbędne sprzęty. Być może przyczyna leży gdzie indziej. Faktem jest jednak, że Władysław Chojnacki zaczął pożyczać pieniądze od bliższych znajomych, z prośbą o pomoc zwrócił się również do swojej matki. Katarzyna Jóźwińska mieszkała na co dzień na warszawskim Mokotowie, gdzie cieszyła się opinią osoby niezwykle majętnej i ostrożnej. Jej mieszkanie było zabezpieczone licznymi zamkami i sztabami. Pani Jóźwińska była bowiem beneficjentką dolarowej emerytury, a jeśli przypomni się czarnorynkowy kurs dolara w 1988 r., to swoiste opancerzenie nie budzi większego zdziwienia. Starsza pani miała też dość atawistyczny sposób ochrony gotówki, którą nosiła w bieliźnianym pasie. 21 lutego 1988 r. Władysław Chojnacki przywiózł swoją matkę do Torunia. Emerytka nie zwiedzała jednak przepięknej starówki, większość czasu spędzała w domu. Podobno sprawiała wrażenie osoby, która czegoś się boi. Niestety, obawy starowiny nie okazały się bezpodstawne.

28 lat temu dzień przestępny przypadał tak jak dziś, w poniedziałek. Co robił Władysław Chojnacki przez cały dzień, tego nie dało mi się ustalić. Wiadomo jednak, że wieczorem w jego domu pojawiło się kilku mężczyzn. Przez jakiś czas rozmawiali, a gdy spotkanie zakończyło się i ruszyli do wyjścia, zaatakowali biznesmena i jego matkę. Każdej z ofiar zadali kilkanaście ran kłutych. Następnie zabrali około 100 tysięcy złotych, jakimi dysponował tego dnia Chojnacki, jak również dolary, przechowywane w pasie przez jego matkę. Dokładnie spenetrowali też mieszkanie, jednak nie udało się ustalić czy i co padło łupem oprawców. Wyszli, nie zamykając drzwi na klucz, wsiedli do parkującej przy ul. Łódzkiej zastawy* koloru jasnożółtego i odjechali w kierunku Włocławka.

Mija noc. We wtorek, 1 marca 1988 r. pracownicy zakładu Chojnackiego zaczęli niepokoić się przedłużającą się nieobecnością pryncypała. Niezbędne było też podjęcie przez niego kilku decyzji, dotyczących interesu. Jedna ze współpracownic krawca udała się do jego domu. Mimo dzwonienia i pukania, nikt nie otwierał. Chciała już odejść, jednak postanowiła – dla świętego spokoju – nacisnąć klamkę. Drzwi niespodziewanie otworzyły się, a kobieta weszła do środka. Po chwili ujawniła zwłoki swojego szefa i jego matki, leżących w kałuży krwi. O swoim znalezisku naturalnie natychmiast zawiadomiła milicję. Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Toruniu pod kierunkiem tamtejszej Prokuratury Wojewódzkiej rozpoczął żmudne śledztwo. Przesłuchano współpracowników i znajomych Chojnackiego oraz osoby związane z jego matką. Podjęto próbę ustalenia kręgu biznesowych znajomych przedsiębiorczego krawca, jednak daleko wykraczały one poza granice województwa toruńskiego. W ocenie piszącego te słowa wydaje się prawdopodobne, że Chojnacki pożyczył pieniądze od „nieodpowiednich” osób, które – być może mając problem z wyegzekwowaniem długu – złożyły wizytę na Plebiscytowej  i krwawo rozliczyły się z biznesmenem.

Mimo podjętych działań, 12 października 1989 r. wydano postanowienie o umorzeniu śledztwa. Osób, które dodatkowy dzień życia poświęciły na brutalne morderstwo matki i syna nie odnaleziono do dzisiaj. 10 miesięcy po zbrodni Sejm PRL uchwalił tzw. ustawę Wilczka, gwarantującą swobodę wykonywania działalności gospodarczej w Polsce.

Wielką pomocą w przygotowaniu niniejszego artykułu była dla mnie książka pt. „Sto niewykrytych zbrodni”, opublikowana przez wrocławskie wydawnictwo „Astrum” w 1993 r. Prokurator Okręgowy w Toruniu odmówił mi udostępnienia treści postanowienia o umorzeniu postępowania w tej sprawie.

Sprawa dawnej Prokuratury Wojewódzkiej w Toruniu, sygn. akt Ds 5/88.

Hubert R. Kordos
Bez przedawnienia

Przeczytaj również: