Każda osoba ludzka, aby prawidłowo i racjonalnie rozwijać się oraz należycie wypełniać swoje obowiązki, wynikające z wykonywania określonej roli społecznej, potrzebuje  zaznać rozrywki. Prawidłu temu, podobnie jak regułom fizyki, podlega każdy człowiek. Nie inaczej jest ze studentami. Ktoś złośliwy powiedział, że student nie powie nigdy trzech zdań: „dziękuję, nie jestem głodny,  idę się uczyć i dla mnie już nie polewajcie”. Również bogate doświadczenie życiowe piszącego te słowa uzasadnia przyjęcie, że polscy studenci lubią imprezy. Dzisiaj chciałbym przypomnieć historię, która – jak zdecydowana większość tutaj opisanych – zaczęła się niewinnie, a skończyła tragicznie. Konstatacja ta jest o tyle bardziej smutna, że w zasadzie do dziś nie wiemy, co się stało.

Wałbrzych to ponad studwudziestotysięczne miasto, położone w Sudetach na Dolnym Śląsku. Na kryminalnej mapie kraju nie wyróżnia się niczym szczególnym. Przygotowując ten tekst, zastanawiałem się nad innymi zbrodniami, popełnionymi w tym pięknym mieście, jednak do głowy przychodziła mi jedynie sprawa zabójstwa antykwariusza, dokonanego w marcu 2000 r. Chociażby ta okoliczność może być dobrym przykładem struktury wałbrzyskiej przestępczości.

18 stycznia 2010 r. przypadał w poniedziałek. Noce, zwłaszcza w styczniu, są chłodne. Ta była mroźna, temperatura sięgała kilku stopni poniżej zera, wszędzie leżał śnieg. O godzinie 5:11 ze stacji Wałbrzych Główny wyruszył w kierunku Wrocławia pociąg osobowy nr  R-66222. O 5:27 zatrzymał się na stacji Wałbrzych Szczawienko, aby dalej, przez Świebodzice i Jaworzynę Śląską dotrzeć do stolicy Dolnego Śląska.

Około godziny 6 rano oficer dyżurny wałbrzyskiej Komendy Miejskiej został poinformowany, iż o godz. 5:38 znany nam już pociąg potrącił mężczyznę, leżącego na torach. Na miejscu zdarzenia natychmiast pojawili się policjanci, którzy pod kierunkiem prokuratora rozpoczęli to, co określa się szumnie mianem odpowiednich czynności śledczych. Rzeczywiście, przy torach ujawniono zwłoki młodego mężczyzny. Było to pomiędzy stacjami Wałbrzych Szczawienko i Świebodzice, na  64,22 km linii kolejowej nr 240 (licząc od stacji Wrocław Główny). Przybyły na miejsce lekarz pogotowia ratunkowego stwierdził zgon. Przy zmarłym znaleziono portfel, telefon komórkowy, mp3 oraz kartę płatniczą. Nie było zatem problemy z ustaleniem tożsamości denata. Okazał się nim być 21-letni student Paweł Mucha. Na miejscu zdarzenia użyto psa tropiącego, jednak z uwagi na padający śnieg nie udało się podjąć tropu.

W tym stanie rzeczy 18 stycznia 2010 r. zostało wszczęte przez asesora wałbrzyskiej Prokuratury Rejonowej śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci w dniu 18 stycznia 2010 r. w Wałbrzychu, woj. dolnośląskiego, Pawła Muchy, tj. o czyn z art. 155 KK. Jego prowadzenie zostało powierzone funkcjonariuszom miejscowej komendy Policji.

Denat pochodził ze Świnoujścia, od jesieni 2008 r. studiował prawo na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii wrocławskiej Alma Mater. Mieszkał w bloku przy ul. Orzechowej (osiedle Gaj) we Wrocławiu, gdzie wynajmował pokój u matki swojej dziewczyny.

Przeprowadzone pod kierunkiem prokuratora oględziny i otwarcie zwłok ujawniły dwa otarcia naskórka na czole, podbiegnięte krwią, a także niewielkie podbiegnięcia krwawe: na podudziu oraz na plecach. We krwi denata, metodą chromatografii gazowej, wykryto 2,2 promila alkoholu, a w moczu aż 3,1 promila. Biegły wskazał, że taka ilość alkoholu nie może prowadzić do zatrucia alkoholem, ale mogła doprowadzić do śpiączki. Zdaniem biegłego lekarza medycyny sądowej, istnieją podstawy do przyjęcia, iż przyczyną zgonu było oziębienie organizmu w stanie zatrucia alkoholem.

Policji udało się zrekonstruować ostatnie godziny życia studenta. 17 stycznia 2010 r. Paweł Mucha wraz ze swoją dziewczyną oraz innym znajomym wyszli z mieszkania przy ul. Orzechowej. Dziewczyna z kolegą pojechali na inną imprezę, natomiast Paweł Mucha wieczorem pojawił się w mieszkaniu przy ulicy Przyjaźni. Tam spotkał się ze znajomymi, wspólnie pili alkohol. Policja ustaliła, że we dwóch wypili litrową butelkę whisky „Johhnie Walker”. W spotkaniu uczestniczyła inna studentka, która piła wino, a kolejna nie brała udziału w zabawie, przebywając w swoim pokoju.

Biesiada zakończyła się około godziny 0:30 kolejnego już, 18 stycznia 2010 r. policja ustaliła jednak, że Paweł miał silniejszą głowę, ponieważ jego kolega poszedł spać już ok.22:45. Około 23 wysłał z aparatu śpiącego kolegi dwa smsy do swojej dziewczyny, pytając czy gniewa się za jego wieczorne wyjście. Około godziny 0:30 Paweł pożegnał się z komilitonami i – planując nocnym autobusem wrócić do domu – wyszedł z gościnnego dla siebie mieszkania. Po kilku minutach otrzymał od swojej wybranki smsa z życzeniem dobrej nocy, będąc w rejonie działania stacji przekaźnikowej przy ul. Karkonoskiej, a zatem niedaleko mieszkania swoich przyjaciół.  Tutaj, niestety, urywają się pewne ustalenia policji, a zaczynają hipotezy.

Wałbrzych bowiem położony jest ok. 70 km od mieszkania, w którym odbywała się libacja. W nocy pomiędzy Wrocławiem a Wałbrzychem nie kursują żadne pociągi, wykluczono również możliwość przejazdu autobusem.

Pozostawione na miejscu zdarzenia ślady wskazują na to, że Paweł poruszał się sam po terenie wałbrzyskiego torowiska. Zagadkowe jest jednak to, że w toku oględzin nie znaleziono jego butów oraz zegarka. Nie można wykluczyć, że zostały zerwane w mechanizmie potrącenia i pchania zwłok przez pociąg, a następnie pozostały w pokrywie śniegu.

Przeszukano mieszkanie przyjaciół Pawła, w którym spędzał krytyczny wieczór, jednak nie odnaleziono niczego, co mogłoby mieć związek z jego tragicznym finałem. Przesłuchano wielu znajomych denata, szczególnie tych, związanych z terenem Wałbrzycha, aczkolwiek wykluczono, aby mógł mieć w planach wizytę u nich.

Celem ustalenia sposobu, za pomocą którego denat pokonał drogę do Wałbrzycha, wykonano eksperyment procesowy polegający na wyeliminowaniu numerów abonentów, rejestrujących się najpierw na południu Wrocławia, z potem na terenie Wałbrzycha. Bezskutecznie.

Według ustaleń urzędu prokuratorskiego „obrażenia, jakie posiadał na ciele nie miały wpływu na jego zgon i mogły (jednak – uwaga moja) powstać wskutek upadków lub uderzeń o otaczające go przedmioty. Do pozycji, w której został potrącony przez pociąg przemieścił się samodzielnie. Przyczyną jego śmierci  było obniżenie ciepłoty ciała, na co znaczący wpływ miał stan jego nietrzeźwości oraz panujące wówczas warunki atmosferyczne. Nie ujawniono żadnych okoliczności mogących wskazywać na to, że osoby trzecie mogły w jakikolwiek sposób doprowadzić Pawła Muchę do sytuacji, w której nastąpił jego zgon. Zastanawiającym pozostaje to, że mając przy sobie telefon komórkowy nie próbował łączyć się na numery alarmowe w celu uzyskania jakiejkolwiek pomocy. To także wskazuje na brak danych, które uzasadniałyby podejrzenie popełnienia przestępstwa.” – czytamy w postanowieniu o umorzeniu śledztwa z dnia 14 lipca 2010 r. Następnego dnia zostało zatwierdzone przez prokuratora. Uprawomocniło się 4 sierpnia 2010 r.

Kto pomógł Pawłowi dostać się do Wałbrzycha? Dlaczego tam się znalazł? Czy „upadki lub uderzenia” były udziałem osób trzecich? Co stało się z zegarkiem poszkodowanego?

Śledztwo w tej sprawie zostało umorzone w oparciu o art. 17 § 1 pkt. 1 KPK, który głosi, iż postępowanie umarza się, gdy brak jest danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa. Należy pamiętać, że śledztwo może zostać wznowione, a akta sprawy zostaną zniszczone dopiero w 2020 r., więc gdyby ktoś z Państwa…

Sprawa Prokuratury Rejonowej w Wałbrzychu, sygn. akt 1Ds 93/10.

Hubert R. Kordos
Bez przedawnienia

Przeczytaj również: