Płacz, krzyki oraz karetka pogotowia wezwana do oskarżonego. Niecodziennie sceny działy się w piątek w poznańskim Sądzie Okręgowym. Po wielu miesiącach oczekiwań miał w końcu rozpocząć się proces Arkadiusza Ł. ps. Hoss – domniemanego szefa wnuczkowej mafii, który według śledczych dokonał milionowych kradzieży i dowodził gangiem. Rozprawa po raz kolejny została jednak odroczona, bo „Hoss” źle się poczuł – relacjonuje Joanna Labuda z Głosu Wielkopolski.

Od momentu rozpoczęcia rozprawy obrońcy oskarżonego wnioskowali o przeprowadzenie badań sądowo-psychiatrycznych, co ponownie odwlekłoby w czasie otwarcie przewodu sądowego.

– Oskarżonego powinni zbadać psychiatrzy, aby stwierdzić, czy jest on w stanie odpowiadać na pytania sądu, czy je rozumie i czy skutecznie może realizować swoje prawo do obrony. Podczas pobytu w areszcie śledczym w Białołęce nie zapewniono mu odpowiedniej opieki medycznej, a oskarżony jest pod wpływem permanentnego stresu związanego z zainteresowania jego sprawą przez media – przekonywał mec. Jacek Relewicz, poznański adwokat i obrońca „Hossa”.

Na to nie zgodził się prokurator Marcin Szpond, który stwierdził, że opinia biegłych, co do stanu zdrowia oskarżonego została sporządzona już wcześniej. – Nie wynikało z niej, aby oskarżony był niepoczytalny. W czasie postępowania, które toczyło się w Warszawie, nie ujawniono też żadnych okoliczności, które wskazywałyby, że nie może brać udziału w czynnościach procesowych – mówił prokurator.

Choć sędzia Karolina Siwier-ska odrzuciła wniosek obrony i proces „Hossa” już miał się rozpocząć, to po chwili rozprawa została przerwana. – Weźcie te kamery – padło w stronę dziennikarzy z ust Arkadiusza Ł., który chwilę wcześniej powiedział policjantom, że źle się czuje i żąda wezwania karetki pogotowia.

Jak się czuje „Hoss”?

Kiedy Arkadiusz Ł. był badany przez ratowników medycznych poza salą rozpraw z dziennikarzami rozmawiała Sylwia K. żona oskarżonego, na której także ciążą zarzuty udziału w gangu i kradzieży „na wnuczka”. Pytaliśmy m.in. dlaczego „Hoss” ukrywał się wcześniej przed wymiarem sprawiedliwości.

– Mój mąż niczego nie ukradł. W Polsce nikt z nas niczego nie ukradł, ani my, ani dzieci. Mój mąż nie ukrywał się przed policją, tylko przed cyganami, którzy chcieli nas zabić. Wy mówicie, że on wszystkich nas tego oszustwa nauczył. A morderców kto nauczył? Czemu o tym nie piszecie. To wszystko są kłamstwa, wy wszyscy kłamiecie – mówiła Sylwia K.

Kiedy ratownicy wyprowadzili Arkadiusza Ł. z sali rozpraw kobieta i pozostali bliscy oskarżonego wpadli w panikę, krzyczeli i płakali, uderzali w szybę, która oddzielała ich od mężczyzny. Okazało się, że Ł. został odwieziony do aresztu śledczego, gdzie przejdzie szczegółowe badania.

– Ratownicy medyczni stwierdzili u oskarżonego objawy dusznicy bolesnej niestabilnej niestabilnej – powiedziała sędzia Karolina Siwierska, która jednocześnie odroczyła rozprawę do 28 czerwca.

Co wywołało napad dusznicy? Ratownicy stwierdzili, że wpływ na to mógł mieć stres wywołany przez ogromne zainteresowanie oraz obecność mediów na sali sądowej.

– Dzisiejsza sytuacja to wynik stanu zdrowia oskarżonego. To nie jest wymyślona choroba, tylko schorzenie kardiologiczne potwierdzone badaniami niezależnych instytucji. Ratownicy potwierdzi sytuację stresową, co się wiąże z niemożnością wzięcia udziału w procesie – skomentował mec. Jacek Relewicz, obrońca „Hossa”. I dodał: Nie twierdzę, że stres jest następstwem skruchy, tylko ataku mediów.

Kiedy proces Arkadiusza Ł. ruszy i czy będzie jawny? Tego na razie nie wiadomo. Rozpoczęcie przewodu sądowego odwlekane jest bowiem w czasie od marca 2016 roku. Przypomnijmy, że według śledczych Arkadiusz Ł. wymyślił oszustwo „na wnuczka”, dzięki któremu on i jego rodzina zarobili fortunę. Na ławie oskarżonych siedzi także jego brat – Adam P.

Joanna Labuda
Głos Wielkopolski

Przeczytaj również: