Gdyby ofiara zabójstwa mogła powiedzieć choć kilka słów, nierzadko potrafiłaby podać dane personalne swego oprawcy. Konstatacja ta, którą zacząłem podzielać od 25 stycznia 2009 r., wynika z analizy okoliczności wielu spraw kryminalnych i chyba nikt nie będzie jej kontestować. Dzisiejszego popołudnia chciałbym przypomnieć zbrodnię, w której ta prawidłowość mogłaby znaleźć potwierdzenie. Mogłaby, jednak nie znajdzie. Od jej dokonania minęło już bowiem 30 lat, a to powoduje, że już nigdy nie dowiemy się, kto i dlaczego pozbawił życia towarzyskiego zakopianina.

Janusz Ziarko miał niewiele ponad 40 lat, pracował jako tzw. „kaowiec” w jednym z hoteli w Zakopanem. Mieszkał samotnie w jednopokojowym mieszkaniu z balkonem, położonym przy ul. Staszica 11. Balkon dzielił z sąsiadami, jednak nie jest to okoliczność istotna dla sprawy. Pan Janusz był człowiekiem spokojnym i pomocnym, zarówno w pracy, jak i w miejscu zamieszkania cieszył się nieposzlakowaną opinią. Nie biesiadował w licznych przybytkach uciech tatrzańskiego kurortu, nie miał również zwyczaju urządzania przyjęć w domu. Prowadził dość oszczędny tryb życia, planował zakupienie samochodu.

Te spokojne życie i plany przerwała nocą z 11 na 12 stycznia 1983 r. ręka nieustalonego mordercy.
Zwłoki Janusza Ziarki ujawniono w środę, 12 stycznia kilkanaście minut przed 10, bowiem oficer dyżurny Komendy Miejskiej Milicji Obywatelskiej w Zakopanem otrzymał informację o tym fakcie o godzinie 9:50. Na miejscu błyskawicznie pojawiła się ekipa dochodzeniowo – śledcza z rejonowym prokuratorem na czele. Rozpoczęły się oględziny mieszkania Ziarki oraz rozpytywanie sąsiadów. Mieszkający obok sąsiedzi nie słyszeli jednak ubiegłej nocy żadnych podejrzanych dźwięków.

W mieszkaniu denata panował nieopisany bałagan, wyglądało jak po włamaniu. Odzież była porozrzucana po podłodze, na której walały się też osobiste zapiski denata, listy, fotografie i dokumenty. Splądrowane były też póki w meblościance. W pokoju był też gospodarz. Na materacu, częściowo ściągniętym z jednoosobowego tapczanu spoczywały ubrane tylko w kąpielówki zwłoki Janusza Ziarki. Oględziny wykazały, że na szyi denata znajdował się ślad bruzdy, pozostawionej przez kabel telefoniczny, którego zaciśnięcie spowodowało śmierć zakopianina. W okolicach skrzydełek nosa nastąpiło otarcie naskórka, a na lewym łokciu ujawniono duży siniec oraz ślady spermy. W kąpielówkach denata natrafiono na kał. Zwłoki zabezpieczono i przewieziono na badania w Zakładzie Medycyny Sądowej ówczesnej Akademii Medycznej w Krakowie.

Na miejscu zdarzenia technicy zabezpieczyli także 52 odciski daktyloskopijne, a także gotówkę, książeczki oszczędnościowe i bony na łączną kwotę ponad 63 tysięcy złotych.* Wśród wielu zdjęć, znalezionych na miejscu zbrodni, ujawniono też fotografie pornograficzne o tematyce homoseksualnej. To był prawdziwy szok, gdyż nikt nie przypuszczał, że przystojny pan Janusz był człowiekiem o odmiennych preferencjach seksualnych.

W mieszkaniu denata ujawniono również wizytówkę jednego z „przyjaciół” zamordowanego, mieszkańca Krakowa. Pomógł on milicjantom w ustaleniu, że z mieszkania właściwie… nic nie zginęło. Opowiedział też, że podczas ostatnich odwiedzin u Ziarki (miały miejsce w dniach 4-8 stycznia 1983 r.) do jego drzwi zapukał jakiś cygan, a po kilku chwilach bezskutecznego oczekiwania krzyczał „Otwieraj drzwi, ty stary pedale” i próbował przypalić drzwi zapalniczką. Dało się zaobserwować, że Ziarko wyraźnie unikał kontaktów z Cyganami.

Janusz Ziarko był homoseksualistą, znał krąg amatorów podobnych uciech w każdym większym polskim mieście. Być może z tego kręgu rekrutował się oprawca Janusza? Nie można jednak wykluczyć, że zbrodnia miała charakter przypadkowy. Ziarko mógł zaprosić do swojego mieszkania jakiegoś mężczyznę, spożywać z nim alkohol, a następnie zaproponować odbycie stosunku homoseksualnego. Zaskoczony (a być może osaczony) gość uzupełnił swoją niemoc sznurem telefonicznym, który zacisnął na szyi gospodarza.

Mimo intensywnie prowadzonego postępowania przygotowawczego, śledztwo zostało umorzone z uwagi na niewykrycie sprawcy. W czynnościach wykrywczych nie pomogła nawet inscenizacja zbrodni, dokonana przez statystów „Magazynu Kryminalnego 997”, ani dwukrotne wyemitowanie rekonstrukcji zdarzeń w tym programie.

Karalność tej zbrodni ustała 12 stycznia 2013 r. Akta prokuratorskie komisyjnie spalono. Nigdy nie dowiemy się, kto i dlaczego pozbawił życia zakopiańskiego geja.

Sprawa sygn. akt Ds 53/83 Prokuratury Rejonowej w Zakopanem.

* Uwzględniając kurs czarnorynkowy, była to równowartość ok. 140 dolarów. Należy jednak wziąć pod uwagę, że pół litra wódki oferowano w „Peweksie” za jednego dolara.
W niniejszej publikacji nieocenioną pomocą była dla mnie książka A. Tyszkowskiej i T. Goska pt. „Sto niewykrytych zbrodni. 997„.

Hubert R. Kordos
Bez przedawnienia

Przeczytaj również: