Odebrałem swoje | fot. Komendy Rejonowej Policji w Lublinie

Każdy z nas codziennie spotyka innych ludzi. Sąsiadów na klatce schodowej, w sklepie, nieznajomych na ulicy czy w metrze. Nie znamy tych ludzi, sporadycznie wymieniamy zdawkowe informacje, czasem nieśmiałe uśmiechy. Nie wiemy kim są i dokąd zmierzają. Nie znamy ich przeszłości. Czasem, podczas lektury komentarzy, zamieszczanych na internetowych forach, jestem przerażony tym, co ludzie mają w głowie.

Jest początek sierpnia 1994 roku. Lublin. W tamtejszym oddziale nieistniejącego już dziś Agrobanku pracuje pani Halina Jęczeń. Czterdziestoczterolatka cieszy się zaufaniem swoich przełożonych, a także sympatią kolegów i podwładnych. Mieszka samotnie w niewielkim mieszkaniu przy ul. Słonecznej w Lublinie. Mimo, że jest osobą niezwykle pomocną i przyjazną, jej współpracownicy nie potrafili wiele powiedzieć o jej życiu prywatnym. Zwykle po pracy wracała do domu, czasem odwiedziła ją jakaś koleżanka lub członek rodziny. Tak też miało być w feralny piątek – 5 sierpnia 1994 r.

Tego dnia pani Halina zjawiła się jak co dzień rano w pracy. Sumiennie wykonywała powierzone sobie obowiązki głównej księgowej aż do godziny 18, kiedy to zaczęła szykować się do wyjścia do domu. Koleżankom w pracy powiedziała, że spodziewa się gości. Zawiadomiła też, że w sobotę i w poniedziałek będzie na urlopie (zdziwionym, zwłaszcza młodszym Czytelnikom  wyjaśniam, że wówczas niektóre soboty nie były dniami wolnymi). Z pracy wyszła wraz z koleżanką, która podrzuciła ją na przystanek komunikacji miejskiej. Autobusem dojechała do domu. Zanim tam dotarła, zrobiła zakupy w osiedlowym sklepie. Spieszyła się, ponieważ wieczorem miały ją odwiedzić mieszkające za granicą kuzynki.

Wieczór. Pod drzwiami mieszkania księgowej zjawiają się dwie kuzynki. Mimo pukania nikt nie otwiera, a zza drzwi nie dochodzi żaden dźwięk. Są zdziwione, gdyż Halina zawsze była osobą punktualną i odpowiedzialną. Dochodzą do wniosku, że musiała zostać dłużej w pracy i wychodzą z bloku. Z domu próbowały dodzwonić się do mieszkania pani Jęczeń, jednak nikt nie odpowiadał. Były tym zdziwione i zaniepokojone, jednak zaczekały do poniedziałku. Tego dnia rano pojechały do Agrobanku, jednak również tam nie było ich krewnej. Coraz bardziej zaniepokojone, zadzwoniły do swojego kuzyna (brata Haliny), który posiadał dodatkowy komplet kluczy do mieszkania przy ul. Słonecznej. Cała trójka kwadrans po 16 stanęła przed drzwiami mieszkania.

Gdy weszli do lokalu, wiedzieli, że musiało stać się coś złego. Mieszkanie było splądrowane, sprzety były porozrzucane po podłodze, z szaf powywlekane elementy odzieży. Na lustrze był napis „Jak bierzesz w łapę, to się wywiązuj”, a na drzwiach „Odebrałem swoje”. W łazience, częściowo pod wodą, spoczywały zwłoki Haliny Jęczeń.

Na miejscu niezwłocznie znalazła się ekipa śledcza z Komendy Rejonowej Policji w Lublinie oraz dyżurujący prokurator. W toku czynności ustalono, że mimo dokładnego „zrewidowania”, z mieszkania właściwie nic nie zginęło. Brakowało tylko radiomagnetofonu oraz ekspresu do kawy, portfela z dokumentami i książeczką czekową. Morderca zabrał też … siatkę z ostatnimi zakupami denatki. Na drzwiach i zamku nie ujawniono śladów włamania, przyjęto więc, że Jęczeń wpuściła swego oprawcę dobrowolnie. Policjanci ujawnili jednak odciski palców, oraz niedopałki papierosów, które zabezpieczyli.

Sekcja zwłok wykazała, że zgon nastąpił najprawdopodobniej w piątkowy wieczór. Jego przyczyną było uduszenie. Ofiara, gdy wkładano ją do wanny, już nie żyła, gdyż w płucach denatki nie stwierdzono obecności wody.

Wdrożone śledztwo nie przyniosło odpowiedzi na podstawowe pytanie: kto zabił? Policja ustaliła jednak, że Agrobank był wówczas w dramatycznej sytuacji finansowej. Być może mordercą był jeden z klientów banku, który zawiódł się na jego usługach. To tłumaczyłoby, dlaczego zostawił tak dziwne napisy na miejscu zbrodni. Śledczy nie wykluczają jednak, że napisy mogły zostać pozostawione li tylko po to, by skierować postępowanie na fałszywy trop. Wykluczono, aby zbrodni mógł dokonać ktoś z rodziny lub członek załogi banku. Świadkowie zeznali, że w ostatnich tygodniach Halina Jęczeń była nerwowa, miała tzw. huśtawkę nastrojów.

Mimo przeprowadzenia wnikliwego śledztwa, w tym również przez lubelską Prokuraturę Wojewódzką, nie udało się znaleźć sprawy. Postępowanie umorzono, jednak na bieżąco jest analizowane przez policyjnych specjalistów, pracujących w tzw. Archiwum X tamtejszej Komendy Wojewódzkiej. Historia zabójstwa Haliny Jęczeń została zrekonstruowana w Magazynie Kryminalnym 997, a w głównej roli wystąpiła lubelska aktorka Jolanta Deszcz – Pudzianowska. Niestety, mimo emisji w dniu 7 sierpnia 2008 r. nie udało się ustalić sprawcy.

W każdy piątkowy wieczór na falach radiowej „Trójki” Marek Niedźwiecki przedstawia swoją listę przebojów. 5 sierpnia 1994 r. na czele listy znalazła się piosenka „Sen” Edyty Bartosiewicz.

To jest mój sen, 
ten sen przeraża mnie…
W pokoju bez ścian zamykam się. 
Nie ma nic, nie ma mnie. 
Niby bezpiecznie, 
ale wcale nie jest dobrze w moim śnie.

Sprawa dawnej Prokuratury Rejonowej dla miasta Lublin w Lublinie, sygn. akt 4Ds 1503/94 oraz d. Prokuratury Wojewódzkiej w Lublinie, sygn. akt V Ds 47/94.

Hubert R. Kordos
Bez przedawnienia

Przeczytaj również: